Kometa oznaką moru w świetle Systema physicum (1605), autorstwa gdańszczanina Bartłomieja Keckermanna

Kometa oznaką moru w świetle Systema physicum (1605), autorstwa gdańszczanina Bartłomieja Keckermanna

Epidemie są związane z niskim poziomem higieny, przypływem ludności, nieodpowiednią kadrą medyczną. Towarzyszyły one ludzkości od zarania dziejów i były nieodłącznym elementem życia. O zarazach w czasach nowożytnych powstawały w dawnej Polsce poradniki, traktaty, dyskursy, broszury i księgi, w jakich twórcy omawiali zjawisko morowej zarazy i sposoby jej zwalczania.

Jednym z staropolskich twórców, tworzącym na przełomie XVI–XVII, wspominający w swoim dziele Systema physicum zagadnienia morowej zarazy, był gdański uczony Bartłomiej Keckermann (1571–1609). Zapisał i omówił w jednym ze swoich tekstów znaki na niebie zapowiadające morowe powietrze oraz niezbadane komety.

Komety w nauce wczesnonowożytnej

Od wieków ludzie nauki próbowali zrozumieć czym są komety. Mieli za cel wyjaśnienie  natury tych niebiańskich zjawisk o długiej i interesującej historii. Komety bowiem od zawsze budziły przerażenie, niepokój, trwogę i zainteresowanie pośród społeczności. Z tego też powodu były chętnie obserwowane już od czasów antycznych, uznawane za przyczynę nieszczęść bądź oznakę Dnia Sądu Ostatecznego, mając przy tym względzie ich specyficzny wygląd oraz rzadkie występowanie.

Komety były więc uważane za ziemskie zjawiska, twory, kule ognia oraz objaw boskiego gniewu, Wyrazem tego miały  być zarazy, które nawiedzały Gdańsk w czasach średniowiecznych i nowożytnych.

Zmiany w poglądach zaszły początkiem XVII stulecia wraz ze spostrzeżeniami Keplera, Galileusza oraz z początkiem pracy z teleskopem. . Musiało jednak minąć trochę czasu,  aby przestano traktować komety jako przerażające zjawisko zwiastujące zło, a nie ciało niebieskie.

Kometa Halleya na Tkaninie z Bayeux (XI w.)
Kometa Halleya na Tkaninie z Bayeux (XI w.)

Z beletrystycznym podejściem do historii epidemii możecie spotkać się w naszej książce: Dżuma, kiła i Staphylococcus, czyli epidemie okiem literatów | Aleksander K. Smakosz (red.)

Komety okiem gdańszczanina

Wielu przedstawicieli nauki było zainteresowanych zachodzącymi zjawiskami meteorologicznymi, w tym kometami, uznawanymi za zjawisko nadprzyrodzone. Nie inaczej było z Bartłomiejem Keckermannem, który w Systema physicum z 1605 roku w rozdziałach VII, VIII oraz w IX podjął się omówienia komety, gdyż sam miał nawet okazję obserwować jedną z komet na przełomie września i października 1607 roku.

Bartłomiej Keckermann (1572– 1609)

Według autora komety były: (…) wyziewem zapalonym, czyli płonącym i gorącym”, a przyczyny ich wyłowienia dzieliły się na: „(…) wewnętrzne i zewnętrzne”. Komety miały również powstawać z 9 przyczyn:

(…) ze względu na rozmiar, ze względu na jasność, ze względu na duże podobieństwa do gwiazd, ze względu na liczby, z powodu sytuacji, z powodu ruchu, ze względu na czas, z powodu konsekwencji, z powodu poważnych podziałów między najbardziej uczonymi ludźmi

Bartłomiej Keckermann

Wiele z tych przyczyn wiązano z epidemią moru. Tak też zapisał o nich Keckermann : „(…) powstałe z pewnymi zdarzeniami”. Praktycznie w całym XVI i XVII stuleciu w Gdańsku wraz z pojawiającymi się epidemiami, pojawienie się komety wiązano z ich bliskim nadejściem.

Kometa Halleya z 1456 w Luzerner Schilling (1513)

Wiele jednak powstałych na przełomie lat teorii związanych z kometami było błędnych ponieważ grono naukowców często myliło fakty z nimi powiązane, traktując komety jako zjawisko czysto nadprzyrodzone, nie wnikając w ich dokładny wygląd i pochodzenie. Sam bowiem autor określił je, że to:

(…) są to znaki boskiego i gniewu i osądu, a zarazem narzędzie wymierzające boskie kary (…) są znakami i zapowiedziami sądu ostatecznego, czyli końca świata

Bartłomiej Keckermann

Tak też było przez dość długi okres czasu na ziemiach dawnej Polski (w okresie średniowiecza oraz w czasach nowożytnych), gdzie większość ludności wierzyła w istotę komety jako zatrważającego zjawiska na niebie, zwiastującego coś złego.

Sam jednak zanotował, że komety to głównie:

(…) ciało nieidealne. (…) mieszanina gazy częściowo gorącej, częściowo zimnej, częściowo wilgotnej, częściowo suchej

Bartłomiej Keckermann

gdyż nie był on zwolennikiem teorii w jakiej uznano komety za oznakę nadchodzącego moru w dawnej Polsce. Jako wysoko kształcony człowiek ufał jedynie nauce, nie ufając przekazom i ludziom głoszącym wywody spoza kręgu naukowego.  Dla niego kometa była ciałem niebieskim, nieidealnym, zjawiskiem nader rzadkim, ale interesującym, na temat którego można było prowadzić liczne dysputy. Na pewno nie była ona bezpośrednim powodem morowej zarazy. Tego jednak przez następne lata dociekali kolejni naukowcy, porzucający swoje poznane teorie dopiero lata później.

Jak wyglądały epidemie w kolejnych epokach? O tym w artykule Epidemie w wybranych relacjach z podróży polskich podróżników XVIII wieku

Podsumowanie

Powodu powstania chorób zakaźnych, jak i ich osłabienia, a także poglądu związanego z istotą komet, nie znano i nie odkryto jeszcze przez długie stulecia. Być może poprawa w częstotliwości zaraz, zmniejszająca się wraz z upływem lat (również w Gdańsku) zmieniała się dzięki polepszeniu medycyny (nadal jednak niedoskonałej), zmianie poglądów (odejścia od obaw związanych ze wspomnianymi kometami), stosowaniem się do kwarantanny (tak popularnej już w średniowieczu) i poprawą ogólnego stanu higienicznego miast.  

Autor

Mgr Agnieszka Banaś — absolwentka historii, filologii polskiej i kultury śródziemnomorskiej UO. Obecnie doktorantka, archiwistka, członkini samorządu doktoranckiego i Polskiego Towarzystwa Historyków Oddział w Opolu. Zainteresowania skupione wokół historii medycyny, hagiografii, śmierci i obozów koncentracyjnych.

Uwaga

Powyższy tekst jest fragmentem artykułu z książki „Pandemie, epidemie, choroby w życiu ludzi strefy Morza Bałtyckiego. Mare Integrans. Studia nad dziejami wybrzeży Morza Bałtyckiego”, Tom XVI, 2022.

Leave a Reply

Your email address will not be published.